Był piękny, majowy piątek, kiedy to stwierdziliśmy gremialnie, że szkoda byłaby wielka, gdyby w tak pogodny dzień nie rozegrać rundki golfa. A gdzie w słoneczny dzień najlepiej grać w golfa? Oczywiście w First Warsaw Golf & Country Club! Z wizytą w Rajszewie byliśmy już co prawda w ubiegłym roku, korzystając z wyjątkowo delikatnej grudniowej aury, ale maj to jednak maj i wszystko jakoś tak lepiej wygląda, kiedy jest ciepło i zielono. Dlatego też spakowaliśmy graty i raźno ruszyliśmy w drogę, ku przygodzie!

Na polu przywitało nas piękne słońce, mocny wiatr i duuuuużo drzew ;-) Tak, nie zapowiadało się, że będzie łatwo – w końcu pole ma status mistrzowski - ale jak wyzwanie to wyzwanie! I nawet problemy z wyjściem z tee już na pierwszym dołku nie ostudziły (zbytnio) naszego zapału do gry. Przedzierając się przez kolejne bunkry, drzewa i jeziorka, z pomocą kaczuszek (cała rodzinka przywędrowała) i czasem przychylnego (a czasem nie) wiatru, wylądowaliśmy w doskonałym miejscu na grilla, tuż za dziewiątym greenem, w cieniu rozłożystej wierzby. Rozstawiliśmy sprzęt, otworzyliśmy po piwku i wrzuciliśmy mięsko na ogień. Głód jednak doskwierał nam bardziej niż myśleliśmy, więc by umilić sobie oczekiwanie, skorzystaliśmy z chwilowej nieobecności innych graczy w okolicy i rozegraliśmy małe closest-to-the-pin na sąsiednim greenie. Nagrodą było jadło, więc i rywalizacja była zajadła ;-)

Las śliczny, choć mroczny i głęboki…

Najedzeni i zmotywowani zimnymi napojami, uprzednio dokładnie posprzątawszy po sobie (kultura na polu rzecz święta!), kontynuowaliśmy naszą grę. Z otwartych pól z okazjonalnymi drzewami i jeziorkami weszliśmy w lasy mroczne i straszne. Liście szumiały na wietrze, a my, patrząc na gęsto rosnące drzewa po obu stronach faiwaya, coraz bardziej byliśmy przekonani, że jak wcześniej zdarzało nam się płoszyć rybki w jeziorkach, to teraz chyba przyjdzie nam wołać dzięcioły.

Walczyliśmy jednak dzielnie, i choć piłeczki nie zawsze trafiały w wąskie fairway’e, a drzewa głośnymi stukami przypominały nam o konieczności popracowania nad precyzją uderzeń, to i tak przez cały czas mieliśmy wrażenie przyjemnego spaceru przez las. Udało się nawet spacyfikować Upiorne Drzewo odstraszające piłeczki na jednym z greenów ;-)

Na First Warsaw spędziliśmy cały dzień, i nie był to dzień stracony. Pole jest wymagające i rzadko wybacza błędy, jednakże walory estetyczne, wyjątkowy klimat miejsca, oraz możliwość piknikowania (w przeznaczonych ku temu miejscach i z zachowaniem dbałości o trawę, oczywiście), pozwalały cieszyć się pogodą i grą nawet takim amatorom jak my. W końcu, o co w tym wszystkim chodzi, jak nie o dobrą zabawę wśród przyjaciół i w otoczeniu pięknej przyrody, prawda?